Archiwa tagu: Korwin

Wyniki wyborów do Sejmu 2015 za granicą

Wyniki wyborów do Sejmu 2015 za granicą.

wyniki_wyborow_za_granica

W niedzielę 25 października 2015r. odbyły się wybory do Sejmu i Senatu RP. Frekwencja w kraju wyniosła 50,92%, natomiast za granicą oddano 173 384 głosów. Tymczasem w wyborach prezydenckich, które odbyły się w maju, w pierwszej turze oddano 164 296 głosów, a w drugiej 158 499. Trzeba nadmienić, że tym razem za granicą powołano więcej komisji. Polacy przebywający za granicą mieli możliwość głosowania w 500 Okręgowych Komisjach Wyborczych (OKW) rozsianych po całym świecie. Frekwencja najbardziej dopisała na Wyspach Brytyjskich, gdzie głosowało 31% wszystkich głosujących za granicą. W dalszej kolejności Polacy za granicą najczęściej głosowali w Stanach Zjednoczonych – 14% i w Niemczech – 11%. Wszystkie głosy za granicą zostały dodane w Okręgu Wyborczym nr 19 w Warszawie I w wyborach do Sejmu oraz nr 44 w wyborach do Senatu. Podobnie jak w wyborach prezydenta RP, wyniki wyborów z zagranicy dość znacznie różniły się do rezultatów uzyskanych w kraju.

wyniki wyborów do Sejmu 2015
Polacy za granicą nie są indoktrynowani przez mainstreamowe media w takim samym stopniu jak rodacy w kraju. Media te są na garnuszku Skarbu Państwa, bądź ich budżety są uzależnione od wpływów reklamowych pochodzących z państwowego budżetu. Ponadto za granicą do rozdysponowania jest znacznie mniej synekur niż w kraju. W związku z tym atrakcyjność partii najbardziej wpływowych w Polsce, czyli PO i PSL-u, była przez to znacznie mniejsza. Wyniki wyborów za granicą przedstawiają się następująco. PO, mająca poparcie do Sejmu w kraju na poziomie 24%, w Wielkiej Brytanii uzyskała już tylko 15%, PSL natomiast w kraju miał ponad 5%, podczas gdy w Wielkiej Brytanii poparcie zbliżone do zera.

PiS za granicą (nawet z uwzględnieniem Ameryki Północnej, gdzie poparcie dla tej partii wynosi ponad 70%) wypada również słabo w porównaniu do poparcia w kraju. W Wielkiej Brytanii poparcie to wynosi tylko 23%, podczas gdy w kraju 38%. Polacy za granicą, a w szczególności w Wielkiej Brytanii, nie są zainteresowani pozornym sporem kreowanym przez PO i PiS, i toczonym z powodzeniem w kraju przy wsparciu mediów. Z jednej strony reżimowe media atakowały PiS, by odwracać uwagę od rozliczenia PO i PSL-u, ale z drugiej strony nie przedstawiały żadnej alternatywy. Chcąc nie chcąc, widz bądź czytelnik miał do wyboru: PO, czyli elektorat wystraszony nadejściem Kaczyńskiego i innych „potworów”, bądź, jeśli był w opozycji do rządzących, naturalnie PiS. Natomiast Polacy za granicą w znacznie większym stopniu korzystają z innych mediów ponad tymi, którymi są karmieni Polacy w kraju. Najbardziej za granicą zyskał Komitet Wyborczy KORWIN, który otrzymał aż 13% głosów, co oznacza wzrost o ponad 7 punktów procentowych w porównaniu do wyniku w całym kraju. Jeśli natomiast porównany z wynikami tylko w Wielkiej Brytanii, to KW KORWIN uzyskałby 20% poparcia, podczas gdy w kraju niespełna 5%. Oznacza to czterokrotnie większy udział procentów przy stosunkowo dużej, w porównaniu do innych obwodów zagranicznych, frekwencji gdzie wydano 54 460 kart do głosowania.

Wpływ zagranicy na wynik wyborczy

Udział procentowy głosów zza granicy w wyborach do Sejmu w okręgu nr 19 wyniósł 16%, natomiast do Senatu w okręg nr 44 aż ponad 44%. Różnica wynika z wielkości okręgów do Sejmu i Senatu. W Senacie jest ich znacznie więcej, bo aż 100 mniejszych jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW), przy tylko 41 większych okręgach w wyborach do Sejmu. Dlatego też udział procentowy jest odwrotnie proporcjonalny do wielkości okręgu przy tej samej bądź zbliżonej frekwencji za granicą. Jak wyglądał podział mandatów do Sejmu w okręgu nr 19 bez uwzględnienia zagranicy? Po przeprowadzeniu symulacji okazało się, że Kukiz’15 uzyskałby jeden mandat mniej z zyskiem dla PO. W tym konkretnym przypadku posłem zostałby Jacek Kozłowski, a nie Jacek Wilk. W dużym uproszczeniu można więc powiedzieć, że Jacek Wilk zawdzięcza mandat głosom obywateli spoza Polski, a precyzyjniej głosom z Wielkiej Brytanii. Bez głosów z Wysp Jacek Wilk nie zostałby w tych wyborach posłem.

Czy głosowanie ma znaczenie?

nie_glosuje

Stwierdzenie, że każdy głos jest ważny, brzmi banalnie, jest to jednak istotny fakt. Twój głos jest równie ważny jak każdy inny. I tym bardziej istotny, że należy do zbioru jakiejś wspólnoty interesu bądź idei. Przekonanie, że nie warto głosować, gdyż mój głos nic nie zmieni, jest błędne. Jednak grupa ludzi tak rozumujących stanowi niemałą zbiorowość w społeczeństwie. Według cenzusu z 2011r. Polaków w Anglii i Szkocji w 2011 było znacznie więcej niż pół miliona. Trzeba dodać do tego emigrantów w Szkocji i Irlandia Północnej oraz nowo przybyłych po 2011 roku. Można z powodzeniem przyjąć szacunki na poziomie conajmniej 800 tys. polskiej emigracji w UK z czego część ze względu na wiek nie jest uprawnione do głosowania. Do urn poszło niewiele ponad 54 tys., czyli prawdziwa frekwencja w Wielkiej Brytanii wynosiła z całą pewnością poniżej 10%. Nie lepsza sytuacja jest w pozostałych krajach. Frekwencja utrzymuje się tam na bardzo niskim poziomie. Faktem jest, że część Polaków nie po to emigrowała z kraju, żeby angażować się w jego losy zza granicy. Niemniej, mając takie możliwości decydowania o losach ojczyzny, czy łatwość głosowania korespondencyjnego, jeśli nawet nie ma w pobliżu komisji wyborczej, niewiele trzeba by na prawdę wiele zmienić.

Wyniki wyborów prezydenckich za granicą.

Polacy za granica

Redukcja komisji wyborczych za granicą.

W niedzielę 10 maja 2015 r. odbyła się pierwsza tura wyborów prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Mimo wzrostu liczby Polaków na emigracji, organizator zmniejszył liczbę Obwodowych Komisji Wyborczych za granicą w porównaniu do poprzednich wyborów w 2010r. Liczne skupiska Polaków zostały odcięte od lokali wyborczych. W dużych aglomeracjach, jak amerykańskie Detroit, Boston, niemiecki Dortmund czy irlandzki Limerick, komisje zostały zlikwidowane, w innych miejscach ich liczbę ograniczono.

Pomimo, że w Wielkiej Brytanii zlikwidowano 15 proc. komisji, nastąpił znaczący wzrost liczby głosujących. W porównaniu do rekordowego 2010 roku zagłosowało o 60 proc. więcej uprawnionych, podczas gdy w Polsce frekwencja spadła. Oznacza to, że przeciętne obciążenie komisji w Zjednoczonym Królestwie wzrosło o prawie 90 proc., w poszczególnych przypadkach wzrost miał poważne konsekwencje, o czym poniżej.

W tym kontekście warto się przyjrzeć wynikom uzyskanym przez poszczególnych kandydatów na prezydenta Rzeczpospolitej w Wielkiej Brytanii.

komisje wyborcze w UK

Oprócz „udogodnień” w postaci redukcji liczby komisji, wprowadzono także głosowanie korespondencyjne za granicą. Oznaczało to, że podczas liczenia, komisje miały dodatkowo „urozmaiconą pracę” dzięki wątpliwej przyjemności zmagania się z kopertami.

Dlaczego wyborcom za granicą ogranicza się możliwość uczestniczenia w procesie demokracji? W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera apel „reżimowego eksperta” prof. Janusza Czapińskiego: „Módlmy się, by młodzi radykałowie wyemigrowali z Polski”. Za „radykalnych” Prezydent Bronisław Komorowski uznał przeciwników politycznych.

Poparcie kandydatów antysystemowych za granicą.

Do drugiej tury weszli Andrzej Duda, przedstawiciel PiS, który otrzymał 34,76 proc. głosów, oraz obecnie piastujący stanowisko prezydenta Bronisław Komorowski, popierany przez PO, który uzyskał 33,77 proc. głosów. Obydwaj kandydaci uzyskali łącznie 68,53 proc. wszystkich głosów, natomiast przedstawiciele tzw. opcji „antysystemowej”, za których uznaje się Pawła Kukiza, Janusza Korwin-Mikkego, Mariana Kowalskiego, Grzegorza Brauna, Jacka Wilka i Pawła Tanajno, uzyskali w sumie ponad 25 proc. wszystkich głosów. Biorąc pod uwagę wyniki wyborów na prezydenta tylko poza granicami kraju, do drugiej tury awansowałby Paweł Kukiz (38,36 proc.) oraz Andrzej Duda (24,66 proc.), a „opozycja antysystemowa” za granicą otrzymałaby ponad 50 proc. głosów.

systemowosc

Podobnie jak w poprzednich wyborach prezydenckich wśród emigracji w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie tradycyjnie już zdecydowanie wygrywa przedstawiciel PiS-u uzyskując 65 proc. głosów, co w połączeniu z głosami na Bronisława Komorowskiego daje aż 80 proc. wszystkich głosów. Zupełnie inne nastroje panują na Wyspach Brytyjskich, gdzie osiedliła się tzw. „Nowa emigracja”. W Wielkiej Brytanii antysystemowcy uzyskali aż 69 proc., Paweł Kukiz uzyskał 53,41 proc., Janusz Korwin-Mikke – 11,07 proc., Grzegorz Braun – 2,91 proc., Marian Kowalski – 1,09 proc., Jacek Wilk -0,39 proc. oraz ostatni Paweł Tanajno – 0,30 proc., który wyprzedził przedstawiciela PSL-u Adama Jarubasa. Natomiast obecnie urzędujący prezydent uzyskał 14,23 proc. głosów, czyli głosował za niego zaledwie co siódmy wyborca w Wielkiej Brytanii.

poparcie na wyspach

Wpływ głosowania korespondencyjnego na poparcie kandydatów.

Jeżeli porównamy wyniki wyborów za granicą w komisjach, które obsługiwały głosowanie korespondencyjne, z pozostałymi komisjami, okaże się, że Prezydent Bronisław Komorowski w tych pierwszych uzyskał aż 27 proc. głosów, w drugich zaś zaledwie 17 proc.. Trudno ten fenomen uzasadnić, tym bardziej, że różnice te są wyjątkowo duże. O anomaliach wyborczych podczas wyborów samorządowych w 2014 pisałem również poprzednio. Zobacz cuda w urnie wyborczej.

korespondencyjnosc